Christ Niedenthal: „Zawód: fotograf”, wyd. Marginesy.
Polecamy książkę wydawnictwa „Marginesy” pt. ?Zawód: fotograf?, która dostępna jest w naszej bibliotece.
Autor, choć o obco brzmiącym nazwisku, jest Polakiem urodzonym w Londynie, dokąd wojenne losy rzuciły jego przyszłych rodziców. Mimo innych planów rodziców wobec niego ukończył londyńską szkołę fotografii. Jego praca dyplomowa to fotoreportaż z polskiego Domu Spokojnej Starości, w którym żyli polscy weterani wojenni- dokument jedyny w swoim rodzaju, którego część znalazła się w książce. W 1973 r. Ch. Niedenthal po raz pierwszy na krótko przyjechał do Polski. Potem przybył ponownie, by pozostać na stałe. To wątki prywatne i osobiste książki, która jest autobiografią, ale nietypową, gdyż autor dla tygodników: „Newsweek”, „Time”, „Der Spiegel” obserwował i fotografował zmiany zachodzące w Europie Wschodniej w końcu XX wieku i w ten sposób jego życie splotło się z życiem zawodowym.
Ciekawe, czy parafrazą tytułu najsłynniejszego filmu Michelangelo Antonioniego pt. „Zawód: reporter”, Chris Niedenthal chce powiedzieć czytelnikowi, że jego książka, podobnie jak film, będzie oryginalna, odważna, intrygująca i niepokojąca? To ocenią czytelnicy, również ci, którzy nie znają filmu Antonioniego. My informujemy, że książka dotyczy głównie wydarzeń w Polsce wspomnianych lat, chociaż początkowo poprzez własne losy autor przybliża realia życia w powojennym Londynie aż po lata siedemdziesiąte XX wieku. Daje to możliwość porównania, jak w tym samym czasie żyła przeciętna londyńska rodzina z realiami PRL. Potem dokumentuje to, co, jak się później okazało, było dziejowymi wydarzeniami. Fotografiom towarzyszą wspomnienia, relacje, historie powstania lub niepowstania zdjęć, dowcipne komentarze, jak ten o Jerzym Bralczyku, którego autor nazywa późniejszym znanym językoznawcą*, kiedy to 13 grudnia 1981 podniósł [ J.B.] słuchawkę głuchego telefonu, a że wspomniany Jerzy w towarzystwie uchodził za osobę, która czego się dotknie, to zepsuje, towarzystwo uznało, że to on właśnie nie tylko zepsuł telefon, ale wywołał stan wojenny. Takich wspomnień okraszonych dowcipem lub zdradzających kulisy wykonania zdjęcia, w tym tego ze skotem i stojącymi przy nim żołnierzami pod kinem Moskwa z reklamą filmu, nomen omen, „Czas apokalipsy” jest więcej. Słowo pisane dopełnione jest, a może odwrotnie, ogromnym materiałem zdjęciowym. Wiele fotografii ma wartość historyczną, są dokumentami minionej epoki i przemian. Autor relacjonuje pomysły na zdjęcia, sposoby ich przesyłania z Polski na zachód Europy czy USA, próbach uczynienia z niego TW**, spotkaniach z działaczami, politykami, duchownymi, artystami i codziennym życiu w Polsce widzianym oczami Polaka, ale i obywatela świata wychowanego w Wielkiej Brytanii. Książka jest kroniką końca XX wieku. Oglądanie niezwykłych, ciekawych fotografii to doznanie artystyczne i poznawcze. Wykonał je, a można powiedzieć- stworzył człowiek, który wykonał dużo więcej niż pracę fotografa.
*Cytat z w.w. wydania książki
*TW- tajny współpracownik SB w okresie PRL.
Danuta Loewenau