??opowieść o niełatwym losie literackiego gastarbajtera??, jak mówi o swej książce pt.„Dojczland” Andrzej Stasiuk, była tematem spotkania DKK w dniu 23.09.2010 r.
Rzut oka na okładkę wydania z 2007 r. może sugerować coś zupełnie innego i niezbyt zabawnego. Oto męska, żołnierska głowa o topornych, grubych rysach twarzy przysłonięta żołnierskim hełmem, a raczej pikielhaubą, której szpic zwieńczony jest logo marki auta najbardziej poważanego i wymarzonego przez Polaków. Hełm opasany jest biało-czerwoną wstążką, taką , jaką powstańcy warszawscy opasywali zdobyczne hełmy / projekt okładki Kamil Targosz, ode mnie pełen szacun, jak mawia K. Varga/. To chyba niezbyt zabawne i zachęcające dla jednych, a intrygujące dla drugich. Tak właśnie było na spotkaniu: ja, pełna entuzjazmu dla tej książki, obok sceptycy, a dalej ci, którzy uznali tę książkę jedynie za wynurzenia wiecznie na rauszu będącego pisarza. Co okazało się po wymianie uwag, odczytaniu i skomentowaniu wybranych fragmentów opowieści?
Otóż, Stasiuk jest wnikliwym obserwatorem, ale to wiemy. Nie tylko okładka, ale dalsze spostrzeżenia pokazują, jak pisarz, ale i my wszyscy jadący do Niemiec, obciążeni jesteśmy stereotypami w ich postrzeganiu i ocenie. Z drugiej strony, podobnie jak i Stasiuk, jesteśmy pełni podziwu dla ich technologii, osiągnięć techniki i pracy. Stąd tyle opisów wspaniałych dworców, hoteli, lotnisk, autostrad. Niemcy to też kraj tłumaczący na język niemiecki polskich pisarzy, w tym wielokrotnie Stasiuka, państwo fundujące tymże pisarzom podróże po Niemczech, noclegi we wspaniałych hotelach, podróże wygodnymi i niezawodnymi kolejami. Refleksje Stasiuka nie są jednak tak jednostronne, szczególnie, gdy na Targach Książki w Lipsku widzi Henryka Grynberga, któremu „Niemcy wymordowali rodzinę. Cudem ocalała matka ocaliła jego”( „literatura i Holokaust”). Na kartach tej opowieści utrwalił „urok” wschodnich przedmieść Berlina z „postsowieckim dizajnem jak w Kiszyniowie”, rozpoznawanie enerdowców, na których ciągle widoczne są cechy ludzi wyrosłych w innym systemie, swoiste piętno, smrodliwe okolice dworców z kloszardami i ludzką szpetotą, Ostkreutz, którego „mam nadzieję nigdy nie wyremontują, że na wieki zostanie czarne żelastwo..”, / niestety, już w połowie wyremontowali: aluminium, szkło, beton, windy, ruchome schody w górę i w dół- przyp. moderatorka/. „Friedrich zawsze mi się podobał. To było takie germańskie i romantyczne” pisze Stasiuk, wracając z Greiswaldu, miasta, gdzie syn mydlarza, Kaspar David Friedrich zrobił karierę. I w końcu to, za co osobiście jestem wdzięczna Stasiukowi, bo pomógł mi nazwać coś, co czułam, widziałam, będąc wielokrotnie w Niemczech po zjednoczeniu , ale czego nie potrafiłam nazwać: ?? i rozmyślałem o Niemczech jako kraju formy.(?)„gdyby nie forma, nie bardzo byście wiedzieli, co zrobić ze swoim niemieckim istnieniem.”
Zapewniam, że to jeszcze nie wszystko, co można o kraju naszych zachodnich sąsiadów, ale i Andrzeju Stasiuku, wyczytać na kartach tej niewielkiej książki. Zachęcam do przeczytania, tym bardziej, że uczestnicy spotkania wyszli z innym nastawieniem do tej lektury niż mieli przed spotkaniem.
Ewelina Roszman
/ moderatorka DKK PiMBP w Wejherowie/
/ moderatorka DKK PiMBP w Wejherowie/
Zapraszamy do obejrzenia zdjęć ze spotkania – galeria