„Farby wodne” Lidii Ostałowskiej

W jeden wieczór, jednym tchem  czyta się „Farby wodne” Lidii Ostałowskiej wydane  w cyklu Reportaż wydawnictwa Czarne. Zacznę jednak od tego, że określenie reportaż w odniesieniu do tej książki to stanowczo za mało, bo ta książka jest czymś więcej.

Otóż, jest to  ciekawa, przejmująca, historia  powstania, odnalezienia, wyeksponowania i  prób pozyskania na własność akwareli, które Dina Gottliebowa, Żydówka z Brna, więźniarka wykonała na polecenie „doktora” Mengele Cyganom, którzy byli obiektami „badań” w Auschwitz-Birkenau. Namalować też musiała akwarelami portret „doktora”, dzięki czemu tylko ona poznała znak szczególny nazisty i tylko ona mogłaby go zidentyfikować w czasach, gdy świat ścigał ukrywających się na różnych kontynentach  zbrodniarzy hitlerowskich.

Historia Diny jest pretekstem do  pokazania kultury, historii, a przede wszystkim zagłady Cyganów z całej Europy od zawsze żyjących jako „swoi wśród obcych”. Najstraszniejsze jest to, że przekonanie rasy panów o pewnych cechach, predyspozycjach, skłonnościach, ciągotach Cyganów jako nacji, która przeszła piekło porównywalne z Holocaustem, wcale bardzo nie odbiega od niektórych dzisiejszych przekonań o nich, czego dowodem są pogromy, jak ten przypomniany w książce, który miał miejsce nie tak dawno w Polsce, ale były i w innych krajach.  Jak z innym narodem bez ziemi, tak i w wypadku Cyganów hasłem do pogromu była plotka, pomówienie, ksenofobiczne postawy. O tym też pisze L. Ostałowska. Ponadto objaśniła, dlaczego przez dziesięciolecia nikt nie opłakiwał Cyganów, nikt nie opisał ich zagłady, bo też Dokumentów pozostało tyle, co kot napłakał. Nie ma bogatych archiwów z informacjami o mordach na Romach.[?] Europejscy Romowie wybrali milczenie, nie chcieli komplikować trudnych relacji z większością.*

Z kart książki dowiadujemy się, jak Himmler posegregował Cyganów, a sam miał z tym kłopot, bo do 1936 roku uważani byli za Aryjczyków, o zagładzie, przetrwaniu nielicznych i o wieloletnich staraniach, by do świadomości nie tylko Polaków, ale i Europy, dotarła wiedza o ich eksterminacji, wielowiekowej kulturze, języku, inności i o tym, jak trudno być innym w każdej rzeczywistości. Naprawdę pokrótce wspomniałam o niektórych wątkach tej książki. Tak naprawdę uderza mnie jeszcze czymś zupełne innym, mianowicie ujawnia, jak pokolenia, w tym moje, wychowane, nic nie ujmując tym książkom, na  „Dymach nad Birkenau” czy „My z Ravensbrucke”, czy w końcu  Opowiadaniach T. Borowskiego, którego cytuje również Ostałowska,  niewiele wiedziało  o eksterminacji narodów Europy, jak zakłamanym obrazem zagłady nas karmiono, ujmując z gehenny innym, by wynieść cierpienia nasze ponad wszystkie.  Takim obrazem cierpień  PRL manipulował w zależności od doraźnych potrzeb, manipulował Cyganami,  a to raz ich powstrzymując od taborowego życia, a to starając się ich wypchnąć poza nawias społeczeństwa, a nawet z Polski, a to zauważając ich , by w odpowiednim momencie próbować ich wykorzystać. To wszystko zaważyło, niestety, na postawach Polaków wobec Romów do dziś.

Wartość poznawcza „Farb wodnych” Lidii Ostałowskiej- nie  do przecenienia. Koncept wykorzystania historii Diny i jej akwareli, by pokazać zagładę Cyganów, ich zmagania o należną im pamięć, zbrodnie „doktora” Mengele- genialny. Emocje towarzyszące czytaniu przykuwają uwagę, nie pozwalając na przerwanie wątku, ściskają za gardło. Książka jest, chyba nie będzie to za wielkie słowo, hołdem dla Cyganów, z którymi nazizm i późniejsza historia obeszły się okrutnie. Wszystko to zapisane językiem klarownym, jasnym, jednoznacznym, mocnym, a przy tym oddającym obrazy, uczucia, dyskurs, przywołującym fakty i statystyki. Poznanie tej historii jest obowiązkową lekturą dla wszystkich, którym bliskie są ideały europejskiego humanizmu i chrześcijaństwa oraz historia Europy i jej narodów.

/ Używam określenia Cygan, a nie Rom, bo w książce z racji utworzenia w Auschwitz Zigeunerlager, tym określeniem najczęściej posługuje się autorka, obok Romowie czy Sinti./

*Ostałowska L. „Farby wodne”, wyd. Czarne, Wołowiec 2011.

Ewelina Roszman

DKK w PiMBP w Wejherowie

/ grupa powyżej 16 lat/