„Letnie kłamstwa” Bernharda Schlinka

Każdemu, kogo do czytania zniechęca widok opasłego tomu z obszernym wątkiem głównym i kilkoma pobocznymi, polecam kolejny na naszym rynku wydawniczym zbiór opowiadań  Bernharda Schlinka pt. „Letnie kłamstwa”.

Letnie czyli jakie? Chłodne, nieprzegrzane kłamstwa? Tytuł oryginału niemieckiego rozwiewa wątpliwości: „Sommerlugen”, czego nie można oddać jednym słowem polskim: związane z latem. W scenerii kończącego się lata, na plaży, wśród plażowych koszy, na nadmorskich bulwarach, na wyspie, w parkach kończącego się lata bohaterowie siedmiu opowiadań żyją, pracują, kochają, tworzą, ale i kłamią w obcowaniu z przyjaciółmi, nieznajomymi, bliskimi, najbliższymi. W jakich okolicznościach ludzie kłamią i  dlaczego to robią? W zbiorze są opowiadania, które dają odpowiedź na to pytanie, ale i takie, które pozostawiają czytelnika w niepewności, zadumie, a może nawet złości za brak jednoznacznej puenty. To jeden z walorów opowiadań. Inny to obyczajowość świata, w którym żyją bohaterowie, nieobcy  twórcy tej prozy: świat amerykańskich i europejskich uczelni, wydawnictw, domków letniskowych, lotnisk, podróży. Przemieszczając się wraz z bohaterami: literatami, profesorami, kompozytorami, dziennikarzami, czujemy jakość niemieckiej autostrady, widzimy charakter miejsc, czujemy klimat tamtejszych uczelni i innych przestrzeni. Może też zobaczymy wśród bohaterów opowiadań Schlinka i siebie, bo podobno kłamie każdy, a bez kłamstwa nie istniałaby prawda?

Nietrudna, raczej lekka proza Schlinka zadowoli czytelników, a szczególnie miłośników krótkich form narracyjnych. Polecam na gorące i letnie dni wakacji, ale i na czas, w którym zadumamy się i pomyślimy, czy właśnie kogoś nie okłamaliśmy lub ktoś nas nie okłamał, chcąc oszczędzić nam bólu lub rozterek.

Danuta Loewenau