Książki czytamy z wielu powodów. Są takie, po które sięgamy po to, by poznać otaczający nas świat, przewracając ich karty podróżować do najdalszych zakątków świata. Inne czytamy po to, żeby nakarmić swoją wrażliwość, poznać prawdziwe historie i lepiej zrozumieć skomplikowaną naturę człowieka. Jeszcze inne pozwalają nam się zrelaksować, odpocząć po męczącym dniu w pracy, zanurzyć się w fikcyjny świat. Zdarzają się autorzy, których utwory zaliczyć można do każdego z tych zbiorów. Takim właśnie autorem, w moim odczuciu jest Robin Cook.
Podczas wykładu inaugurującego projekt „Made in America”, omawiając współczesną literaturę amerykańską, prof. UG Andrzej Ceynowa, wspomniał, że w jej nurcie są takie nazwiska, które zasługują na miano wybitnych twórców, pomimo tego, że wydają się pisać literaturę nie traktującą bezpośrednio o tematach poważnych. Za przykład profesor podał tu nazwisko Stephena Kinga. Choć literatura grozy wydaje się być literaturą „z niższej półki”, to nie można zaprzeczyć, że w swoich powieściach King porusza jak najbardziej „wysokie” tematy, dotykające natury człowieka. Ale nie o Kingu chcę dzisiaj pisać. Moim zdaniem sytuacja ma się podobnie właśnie z Robinem Cookiem.
Miłośnikom zarówno jego samego, jak i gatunku, jaki reprezentuje, nie trzeba go przedstawiać. Ale zakładam, że są tacy, wśród czytelników, którzy nie sięgnęli jeszcze po jego książki (co mam nadzieję uczynią po przeczytaniu tej recenzji), dlatego pozwolę sobie na kilka słów o samym autorze.
Nie bez przyczyny nazywany jest on mistrzem thrillera medycznego. Jest lekarzem, co sprawia, że wszystkie medyczne szczegóły pojawiające się w jego książkach nabierają wymiaru autentyczności. I jest to niewątpliwa zaleta jego książek, zdaniem zainteresowanych medycyną. Dla tych, którzy lubią sensacje i szybkie, niespodziewane zwroty akcji, Cook przygotowuje zazwyczaj ostatnie rozdziały swoich powieści, od których nie można się oderwać i które czyta się z zawrotną prędkością, nawet nie zauważając kiedy zamyka się ostatnią stronę. Dla miłośników wątków miłosnych znajdzie się też szczypta dramatu : poważnych życiowych rozterek, czy też problemów małżeńskich. Ale to nie jedyne walory powieści Cooka. Jest w nich coś, co ja osobiście uważam za najcenniejsze, coś co nazwać by można „drugim dnem”. Wszystko, co wymieniłam powyżej jest bowiem dla Cooka jedynie narzędziem, którym, jak chirurg właśnie, rozcina on fabułę swoich powieści, po to by wpleść w nią to, co najważniejsze, to o czym chce nam rzeczywiście powiedzieć. Najczęściej mówi o problemach etyki zawodowej lekarzy, o tym, jak niewiele brakuje by przekroczyć granice przyzwoitości i kierując się zasadą „cel uświęca środki” dążyć po trupach (niejednokrotnie w dosłownym tego słowa znaczeniu) do celu. Pojawia się też tematyka zagrożenia wykorzystania zdobyczy medycyny w złych intencjach, czy też przekształcania medycyny w finansowy interes. Wszystko w odniesieniu do współczesnych realiów i o wymiarze uniwersalnym. Bo to akcja jego książek toczy się w środowisku amerykańskim nie ma tu znaczenia. Równie dobrze można by ją było przenieść do Europy. I właśnie takie wnioski są najbardziej przerażające : to, o czym pisze Cook wydaje się móc wydarzyć wszędzie?
Bez wątpienia zatem można tu mówić o twórcy wybitnym, choć przecież thriller medyczny wydaje się być literaturą „niską”. Wiemy już trochę o samym autorze, więc pora przyjrzeć się jego najnowszej książce wydanej w języku polskim, a jest to „Ciało obce”.
Po raz kolejny spotkamy się tutaj z bohaterami znanymi z poprzednich książek: z Laurie Montgomery i jej mężem – Jackiem Stapletonem. To wątek dla tych, którzy lubią historie obyczajowe : małżeństwo, w którym każdy z małżonków ma swoją trudną przeszłość a w teraźniejszości obydwoje muszą zmierzyć się z nowym problemem : bezpłodności. Jednak wątek ten nie jest wątkiem głównym. Na pierwszym planie mamy studentkę medycyny (Jennifer Hernandez, przyjaciółkę Laurie), która bada sprawę tajemniczego zgonu jej babci w szpitalu w New Delhi. Akcja toczyć się więc będzie również w malowniczych, a zarazem szarych Indiach., a dotyczyć będzie zjawiska, które nazywa się „turystyką medyczną” Po raz kolejny Cook postawi pytania o to, co może się stać, gdy w świecie medycyny, która ma ratować zdrowie i życie pacjentów, zacznie rządzić ludzka zachłanność, gdy na pierwszym miejscu stanie pieniądz i gdy przekroczone zostaną nieprzekraczalne granice. Odpowiedź jak zwykle jest bardziej przerażająca, niż możemy sobie wyobrazić, a scenariusz bardziej realny niż nam się wydaje?
W powieści znajdzie się też miejsce na historię dotykającą innego ważnego problemu – molestowania seksualnego dziecka i jego konsekwencji na późniejsze dorosłe życie. Cook przedstawia dwa scenariusze takich historii : obydwa bardzo podobne, choć pochodzące z dwóch różnych światów, co staje się wyrazem uniwersalnego charakteru problemu.
Tak jak wspomniałam na początku, książka Cooka może przypaść do gustu różnym czytelnikom. Mamy w niej i sensację i dramat i malowniczą zagraniczną scenerię, fikcję i realizm współczesnych zagrożeń. „Ciało obce” mogą więc przeczytać różni ludzie z różnych powodów. Myślę, że każdy znajdzie tam coś dla siebie.
Ewelina Magdziarczyk-Plebanek
Robin Cook „Ciało obce”.
Książka dostępna w Wypożyczalni dla Dorosłych oraz w Filii nr 2.