Określenie „zamach terrorystyczny” pada z ust rozmaitych dziennikarzy i komentatorów tak często, że zapanowała chyba swoista znieczulica na te tragedie, które ciągle wstrząsają tysiącami ludzi. Surowe dane jak te mówiące o pięćdziesięciu trzech ofiarach śmiertelnych zamachu w Islamabadzie we wrześniu tego roku, chyba już niewielu z nas skłaniają do refleksji nad ogromem tego rodzaju tragedii. Historyczna data 11.09.2001 zmieniła wszystko. Od tej pory na świat patrzy się oczami dwóch tysięcy dziewięciuset siedemdziesięciu trzech ludzi, którzy tego dnia nie wrócili już do domu?
Od 2001 roku powstała cała masa filmów i książek będących bezpośrednim lub pośrednim nawiązaniem do ataku na World Trade Center. Nie mogę powiedzieć, że zapoznałam się z nimi wszystkimi, ale mimo to propozycja Johna Updike`a jest na tym tle czymś wyjątkowym. Tym razem Amerykanin pokusił się o próbę wniknięcia w umysł człowieka, który decyduje się poświęcić swoje życie i pociągnąć za sobą tysiące niewinnych ludzi. Próba, wydaje się, z góry skazana na niepowodzenie, dlatego chociaż z zaciekawieniem, to i z małym zniechęceniem sięgnęłam po tę książkę. Bo niby co Amerykanin, zakorzeniony w konsumpcjonizmie i materializmie swojego kraju, może wiedzieć o umyśle muzułmanina? Inna kultura, inna mentalność – słowem trudno o płaszczyznę porozumienia, czego znakiem są konflikty naszych czasów, a co dopiero mówić o wnikaniu w świadomość drugiego, zgoła innego człowieka. I tu John Updike zaskoczył mnie. Bo to, co spodobało mi się w tej książce to jej wielowymiarowość. Nie jest ona wyłącznie krytyką tego, co obce – autor wplata między opowieść o terroryście trafne spostrzeżenia z otaczającej go rzeczywistości. Dzięki temu Ameryka, po której porusza się tytułowy bohater – Ahmad – jest odmitologizowana. Nie jest już tylko krajem atakowanym przez zło, ale i jego siedliskiem, jak powie Ahmad „te diabły zabrały mi boga”. Autor postarał się nie tylko o zbudowanie postaci „z krwi i kości”, do czego posłużyły mu liczne nawiązania do religii muzułmańskiej, ale i o nadanie jej realnego tła.
Updike pokazuje zagubienie zarówno młodego muzułmanina, który decyduje się oddać życie dla swojego boga, jak i starszego, zmęczonego wszystkim Żyda – Jacka Lev`ego, szkolnego opiekuna Ahmada. Dzięki temu to książka zarówno o człowieku młodym, kuszonym przez świat, w którym „pełno jest diabłów”, jak i o człowieku starszym, który powie „po prostu trwonimy czas, starając się za dużo nie myśleć”. Dlatego jest to książka o kondycji współczesnego człowieka w ogóle. Człowieka zakorzenionego w swojej kulturze, przez którą jest manipulowany, w kulturze, która zakłada mu swoiste okulary, przez które postrzega on świat. Oceniając postępowanie swoich bohaterów Updike nie jest z pewnością jednoznaczny, stąd też wielowymiarowość jego książki.
„Terrorystę” można by nazwać thrillerem, choć miłośnicy gatunku mogą się poczuć zawiedzeni faktem, iż wszystko wyjaśnia tytuł, który nie pozostawia złudzeń kim jest Ahmad. Jednak ostatnie strony czyta się z zapartym tchem, a finału oczywiście nie zdradzam.
Książka z pewnością warta polecenia. Zwłaszcza teraz, w czasach, w których tak często słyszymy słowo „terrorysta”. Dla uzupełnienia polecam film „Królestwo” w reżyserii Petera Berqa. Tu też o terroryzmie, ale też szerzej o „diabłach”, które okazują się być po obydwu stronach barykady?
Zadanie mogło by się wydawać niewykonane, bo umysł tytułowego terrorysty pozostaje niezgłębiony. Ale właśnie te wątpliwości, z którymi Updike pozostawia czytelnika są dowodem na to, jak wartościowa jest jego książka.
Ewelina Magdziarczyk-Plebanek
John Updike „Terrorysta”. Książka dostepna w Wypożyczalni dla Dorosłych.