Z Titanica na kanapę: „Droga do szczęścia” Richarda Yatesa (recenzja)

Tandetny tytuł przywodzić może na myśl książkę rodem z serii tanich romansów. Zdjęcie na okładce ukazujące parę słynnych kochanków w postaciach Leonarda Di Caprio i Kate Winslet, również nie wróży niczego dobrego, a już na pewno nie pomaga myśleć, że jest to książka godna zainteresowania. Jak się okazuje, nic bardziej mylnego. Książka Richarda Yatesa „Droga do szczęścia” to pozycja wartościowa i z pewnością godna polecenia, stąd kilka słów o niej w tym dziale.

Zastanawiałam się, co w tytule brzmi tak tandetnie i banalnie. Sama „droga” nie budzi żadnych emocji, ale gdy zestawimy ją ze słowem „szczęście” to przywodzi chyba na myśl całą serię romansów z dolnej półki, w której to para głównych bohaterów na przekór wszystkim przeciwnościom złego losu kroczy własną ścieżką przez życie, by na ostatniej kartce książki odnaleźć pełnię spokoju i spełnienia  i wpadając sobie w ramiona zapozować do urokliwego zdjęcia, najlepiej na tle zachodzącego słońca. Szczęście kojarzy się nam zazwyczaj z czymś górnolotnym, wyjątkowym, jakimś przebłyskiem, widowiskową chwilą, po której gasną światła jak po ostatniej scenie filmu i nikt nie ma wątpliwości co do tego, że „on i ona” są właśnie szczęśliwi. Stąd być może moje negatywne nastawienie do tytułu wspomnianej książki – nie chciałam czytać kolejnej przewidywalnej, męczącej w swojej banalności pozycji. Ale jak się okazuje ten niefortunny tytuł zawdzięczamy nie tyle samemu Yatesowi, co tłumaczowi, który przetłumaczył w ten sposób amerykańską „Rewolutionary Road” (ulicę, na której mieszkają główni bohaterowie). Ale do rzeczy. O czym jest książka?

Historia wydawać by się mogło banalna. Młode małżeństwo : Frank i April Wheeler, mają wszystko, co wydawać by się mogło zapewnia im tytułowe szczęście : dom na przedmieściach, dwójkę dzieci, pracę. Typowa Amerykańska rodzina. Problem w tym, że szczęśliwi nie są. Bo szczęście przybiera tu inną formą. Mowa nie o chwili uniesienia, uśmiechach w błysku fleszy i widowiskowym pocałunku przed napisem „The End”. Yates pisze o szczęściu prostym i codziennym : o tym, co pomiędzy kartką kalendarza, którą zrywamy rano a zakupami i wizytą u znajomych wieczorem. O wszystkim tym, co dzieje się po tym jak gasną światła i wychodzimy z kina. Stąd nie dziwi mnie fakt wyboru Kate Winslet i Leonarda DiCaprio na odtwórców głównych ról w ekranizacji „Drogi do szczęścia” w reżyserii Sama Mendesa. To tak jakbyśmy bohaterów „Titanica” wprost z ich romantycznej sceny przenieśli na kanapę przed telewizor w ich domu. Jak wyglądało by ich życie? Jaka byłaby ich droga do szczęścia?

Książka jest też obrazem Ameryki lat 50., w której toczy się akcja. Ale z pewnością nie odnosi się tylko do tego. Frank i April równie dobrze mogliby mieszkać w Polsce. Tutaj też nie brakuje młodych par, które czują się niespełnione. Wiele z nich utknęło, tak jak Frank, w pracy, która ich nie zadowala i nie wiedzą co z tym zrobić. Pasmo niedomówień, kłótni i wzajemnych zdrad jest także ich udziałem. Pomysł wyjazdu w poszukiwaniu tego, co ich zdaniem utarcone, który zrealizować chcą Frank i April też nie jest im obcy. Stąd uniwersalne przesłanie powieści Yatesa.

Niewątpliwym atutem książki jest sposób w jaki autor prowadzi narrację. Dzięki niej wciągnięci zostajemy w świat Franka i April, czując to, co oni. W tych lepszych chwilach czytamy na przykład: Nie wiesz? Jesteś najcenniejszą i najcudowniejszą rzeczą na świecie. Jesteś mężczyzną. , po to by za chwilę dać się wciągnąć w panującą na Rewolutionary Road pustkę : Frank (?) nauczył się, że najtrudniej mu przekonywać April do swojego zdania właśnie w tym pokoju. Przedmioty oblane bezlitosnym światłem stuwatowych żarówek zdawały się wspierać argumenty April; nieraz w takie gorące noce jak ta ich skumulowany wpływ groził zawalaniem całej misternej struktury jego przedsięwzięcia: meble, które nigdy się nie zadomowiły i nie zadomowią, półki pełne nieprzeczytanych, przeczytanych w połowie lub przeczytanych i zapomnianych książek, które miały sprawić wielką różnicę i nigdy im się to nie udało, obrzydliwa żarłoczna paszcza telewizora, żałosny stos brudnych zabawek, którym przydałaby się kąpiel w amoniaku, wszystko to posiadało moc błyskawicznego atakowania oczu i gardła przenikliwym bólem wyrzutów sumienia i pogardy do siebie („Nie sądzę, by naszym przeznaczeniem było rodzicielstwo. My zupełnie nie nadajemy się na rodziców”?).

Czy szczęście to tylko chwila, która mija pozostawiając pustkę? Czy szczęście to coś głębszego, o czym zapominamy zagonieni odległymi poszukiwaniami? Czy do tragedii prowadzić może niespełnienie, czy też poszukiwanie spełnienia widowiskowego? Czy przeciętność to rzeczywiście nieszczęście? Zapraszam do lektury, która zmusza do postawienia sobie tych i wielu innych pytań.

Ewelina Magdziarczyk-Plebanek

Richard Yates „Droga do szczęścia”.

Książka dostępna w Wypożyczalni dla Dorosłych oraz w Filii nr 2