
Zawsze opanowany, małomówny, o nienagannych formach towarzyskich, był autorytetem i praktykiem w dziedzinie prawa autorskiego nie tylko w Polsce, ale i na terenie międzynarodowym [?] autor komentarza do polskiej ustawy o prawie autorskim, tekstu tym cenniejszego, że pisanego przez praktyka?* „kto zgadnie, o kim to mowa” Otóż, pewnie ku zaskoczeniu wielu, to o Janie Brzechwie, którego biografię „Brzechwa nie dla dzieci” napisał Mariusz Urbanek. Stwierdzenie w tytule nie dla dzieci nie oznacza, że książka jest pełna pikanterii, obsceniczności czy wulgarnego słownictwa. Nic z tych rzeczy. To dzieje ciekawego, niełatwego, bo przypadającego na burzliwe w Polsce, Europie i świecie czasy życia autora „Psich smutków”.
Mariusz Urbanek rzetelnie, po wykonaniu olbrzymiej pracy badawczej, w sposób przemyślany, nie pod publikę, jak bywało, opisał drogę życiową i twórczą Jana Brzechwy. Pokazał pisarza: dziecięcego, liryka i satyryka, który jest autorem wielu szlagierów międzywojennej Warszawy, a obok tego – cenionego i uznanego również na arenie międzynarodowej prawnika. Wszystko ukazane na bogatym tle historycznym, z próbą oddania klimatu schyłku XIX i początków XX wieku, przedwojennej i okupacyjnej Warszawy, powojennej Łodzi i Warszawy czy Europy widzianej oczami przybyszów ze świata ruin i wszelkiego niedostatku. Autor nie unika też opisu i oceny postawy twórcy wobec socjalizmu, rozterek artysty i człowieka wobec sytuacji politycznej w latach wczesnego PRL. Tym ciekawiej się to czyta, że przytoczone zostały fragmenty debat i opinie socjalistycznych ekspertów pedagogiki, którzy próbowali udowodnić niewychowawczą, a nawet wrogą socjalizmowi wymowę wierszy i baśni Jana Brzechwy. Niezwykle ciekawa jest, m.in., interpretacja „Akademii pana Kleksa” w kontekście czasu jej powstania: wojny i okupacji oraz zagłady żydowskiej części społeczeństwa. Jakby nie patrzeć, Jan Brzechwa jawi się jako prekursor (wraz z Tuwimem) polskiej poezji dla dzieci opartej na dowcipie, humorze, zabawie słowem i melodią frazy, czym pobudza wyobraźnię i bawi pokolenia, oraz jako ekspert, któremu nie tylko polscy twórcy zawdzięczają ustawy o prawach autorskich.
Zatem nie po raz pierwszy polecam książkę miłośnikom: biografii, historii dawnej i najnowszej, historii literatury, w tym poezji, a przede wszystkim wielbicielom Jana Brzechwy.
*cytat z książki Mariusza Urbanka, „Brzechwa nie dla dzieci”, wyd. Iskry, Warszawa 2013.
Ewelina Roszman
moderatorka DKK