„Niemiecka jesień. Reportaż z podróży po Niemczech” Stiga Dagermana

Stig  Dagerman: „Niemiecka jesień. Reportaż z podróży po Niemczech”

Cóż może być ciekawego  w reportażu sprzed 66 lat, pomyślałam biorąc z bibliotecznej półki  tę niewielkich rozmiarów książkę. Po kilkunastu stronach stwierdziłam, że jej ciężar gatunkowy jest odwrotnie proporcjonalny do rozmiaru edytorskiego.

Wraz z młodym, szwedzkim reporterem, Stigiem Dagermanem, przemierzamy Niemcy, głównie kilka największych miast, jesienią 1946 roku. Niemcy- po podpisaniu bezwarunkowej kapitulacji: upokorzeni, rozczarowani, przegrani, pozbawieniu struktur rządowych i samorządowych. „Miasta”  to słowo na wyrost, bo przedzieramy się przez morze ruin, kłębowisko rur, schodów, marmurowych stiuków świadczących o ich minionej świetności. Przemieszczający się uruchomionymi już pociągami Niemcy, nie patrzą na ten krajobraz. To cudzoziemców poznaje się po tym, że oglądają to, co na zewnątrz. W gruzach tli się życie: w wodzie po kolana, bo ta jesień jest akurat ponad miarę deszczowa. Dachów nie ma, jedynie resztki blachy, stropów. Wszyscy głodują, chorują, walczą z wszami i stanami: beznadziei, niemocy i lęku, wszak jest to kapitulacja bezwarunkowa, a obecni na każdym kroku alianccy, dobrze odżywieni żołnierze są panami sytuacji: życia i śmierci- tak ich widzą ocaleli z bombardowań mieszkańcy Monachium, Hamburga?, powracający z frontów czy niewoli żołnierze, uciekinierzy z Prus Wschodnich.

I kiedy już wydaje się, że trzeba płakać nad losem tych ludzi, Dagerman sprowadza nas na ziemię, byśmy nie zapomnieli, że jesteśmy na ziemi sprawców największego kataklizmu w dziejach Europy. Pokazuje, jak opornie przebiega denazyfikacja, jak niemieccy obywatele są podzieleni, jak pozbywają się ze zbiedniałej, ale sytej  Bawarii, rodaków, których jakiś czas temu przyjęli po bombardowaniach i wysiedleniach ze wschodu, jak licytują się, kto z racji wieku lub pozycji popełnił mniejsze zbrodnie. Pokazuje też tych, którzy nadal twierdzą, że za Hitlera było lepiej, bo: – Ktoś głodny[?] nie wini za to, że głoduje, siebie, lecz tych, od których, jak sądzi, powinien oczekiwać pomocy. Głód nie pobudza też do analizowania związku przyczynowo- skutkowego??[..] Najpierw żarcie, potem moralność? powtarzają Niemcy słowa z „Opery za trzy grosze.” Dagerman konstatuje:  ?Kiedy zapytać Niemca z piwnicy, jaką naukę wyniósł z wojny, nie usłyszymy niestety, że nauczyła go nienawiści i pogardy dla reżimu, który ją wywołał, a to z tej prostej przyczyny, że życie w śmiertelnym niebezpieczeństwie może nauczyć najwyżej dwóch rzeczy: strachu i umierania.?  Powtórzę za Henningiem Mankellem ze skrzydełek obwoluty, że Dagerman: „Pisząc o Niemczech 1946 roku, daje czytelnikowi wgląd w historię każdej  wojny.” I to jest największa wartość tego reportażu, tym bardziej, że: „Zamiast uciekać się do emocjonalnych frazesów, posługuje się faktami  i na nich buduje emocje.”

Nie sposób nie powiedzieć, jakie inne refleksje wywołuje ta książka, ale  tak naprawdę, trudno je tu wyrazić. Co myśli się po jej przeczytaniu, o jakie refleksje mi chodzi? niech każdy sam sprawdzi na sobie.

Ewelina Roszman / DKK Wejherowo, powyżej 16/.