„Obiecaj mi” Richard Paul Evans
Każdy kiedyś dotykał blatów stołów. Różnych. Jeden z nich był gładki, bez żadnego wgłębienia, na którym zatrzymywałyby się opuszki palców. Po taki dotknięciu dłonie pozostawały gładkie i nie niosły ze sobą żadnego zapachu. Bywały też blaty z litego drewna, ciężkie, z licznymi bruzdami. Ręce po gładzeniu takiego stołu dumne były ze swej szorstkości, pachniały lasem i wiedziały, że obcowały z czymś prawdziwym.
Powieść Richarda Paula Evansa „Obiecaj mi” według mnie przypomina pierwszy stół. Płaski, gładki, nie pozostawiający wspomnień. Opowieść rozpisana na 296 stronach mknie, nie zatrzymując się choćby na jedną chwilę głębszej refleksji. To kolejna (z pewnością dla wielu piękna) historia miłosna – nie-miłosna z podróżą w czasie, odrobiną historii rodzinnej i psychologii w tle. Zabrakło mi w tej książce prawdziwości – same wydarzenia mnie zaintrygowały i na tym koniec. Gdyby mnie ktoś dziś poprosił o opisanie głównej bohaterki Beth, powiedziałabym, że była zakochana i martwiła się o zdrowie córki. Nic więcej. A jej ukochany? jak mu było? Matthew. Imion ukochanych mężczyzn bohaterki nie powinno się zapominać. Heathcliff, Aleksiej Wroński, Rhett Butler utkwili w mej pamięci na zawsze. A Matthew zniknął tak szybko, jak się w niej pojawił.
Nie chcę powiedzieć, że książka nie niesie ze sobą żadnych wartości ani nie wywołuje emocji. Niesie i wywołuje. Ale są one nietrwałe, więdną bardzo szybko i już po chwili nie pamięta się, czego dotyczyły. Odebrałam tę powieść jako miłą i przyjemną lekturę. Lecz szybko o niej zapomniałam.
Katarzyna Rafałko
DKK w Wejherowie