
Po wakacyjnej przerwie do mówienia były dwie lektury z różnych kręgów kulturowych i językowych, w obu o splątanych ludzkich losach z historią w tle.
Pierwsza to Mam na imię Selma. Wspomnienia ocalonej z Ravensbruck Selmy van de Perre, o dramatycznych losach Holenderki żydowskiego pochodzenia, która przeżyła Ravensbrück- pozostawiła świadectwo tamtego czasu. Dla polskiego czytelnika temat nieobcy, ale książka daje możliwość porównania lat okupacji hitlerowskiej na ziemiach polskich i w Holandii. Uwagę zwróciła okładka, i tu ukłon w stronę wydawcy, bo od razu nasuwa się skojarzenie z obozowym pasiakiem, a zmiana czcionki sugerują zmienne losy bohaterki. Kawałek kobiecej historii w realiach Holandii.
Druga lektura to powieść Ishabel Szatrawskiej Toń, opowiadająca losy kilku pokoleń rodziny związanej z dawnymi Prusami Wschodnimi, gdzie od wieków mieszały się tożsamość polska, mazurska, niemiecka i litewska, a różne wydarzenia przetoczyły się przez te ziemie jak walec. W to wplecione losy współczesnych bohaterów i ich problemy tożsamościowe, uczuciowe, rodzinne.
Obie historie po równo podzieliły i połączyły czytelniczki/czytelników, dzięki czemu dyskusja była ciekawa, żywiołowa i raczej zachęcająca do przeczytania obu lektur.
Ewelina Roszman
/moderatorka DK dla Dorosłych w MBP w Wejherowie/




